Koniec urlopu.

Pociąg jedzie po 15-ej. Będzie tak jak zawsze, chociaż to „zawsze” teraz tak naprawdę już leży w przeszłości: kupić bilet do Słubic a potem w pociągu przejściowy do Frankfurtu (Gdy wyszukuję połączenie do Frankfurtu w necie, strony zawsze chcą mnie wysłać do Frankfurtu nad Menem. Lecz tamten wydaje się zależeć do innego świata, być czymś zupełnie obcym, z którym nie mam nic do czynienia. W tej mojej rzeczywistości istnieje tylko ten jeden Frankfurt, którego się mija w drodze z Berlina do Polski albo odwrotny.). No więc bilet kupiony a do odjazdu jeszcze kilka godzin. Z bagażem za dużo nie można zrobić, więc będę się kręcić wokół dworca, kupić najnowszą Politykę, bo zawsze tak robię, gdy jestem w Polsce (żeby później zniknęła gdzieś na jakimś stole w moim mieszkaniu i stała się starą Polityką), może będę pójść po zapiekankę i zaglądać do jednego z barów i knajp z tamtego czasu. No i będę zwyczajnie czekać. A może nie do końca zwyczajnie. Bo będzie to czekanie na powrót z urlopu a tym samym ostatni akt samego urlopu, ostatnie oddychanie przed powrotem do codzienności (Nie będę tu pisać o „szarej” codzienności, bo ona wcale nie musi być szara, aby być męcząca. Wystarczy, że właśnie jest na co dzień.).

Advertisements
Veröffentlicht unter polski | Hinterlasse einen Kommentar

Neukölln

15. Februar 2011, 18:45, U-Bahnhof Leinestraße.
Ein betrunkener Russe sitzt auf einer Bank und sägt unter den unsicheren Blicken eines schwankend vor ihm stehenden Landsmanns mit dem Taschenmesser eine Kerbe in die Bank. Als die U-Bahn kommt und er sich erhebt, ist die Kerbe bereits einige Zentimeter tief.

Und jenau ditt is Neukölln.

Wtorek, 15. lutego 2011 r. około 18:45 na stacji metra Leinestraße.
Pijany Rosjan siedzi na jednej z ławek i, pod niepewnym okiem swojego ziomka, który chwiejąc się stał naprzeciwko, z pomocą scyzoryka piłował karb do ławki. Gdy metro przyjechało i Rosjan wstał, karb miał już głębokość kilka centymetrów.

To właśnie jest Neukölln.

Veröffentlicht unter Berlin!, Deutsch, polski | Hinterlasse einen Kommentar

Neukölln wildlife

Heutiger Blick vom Balkon:

Dzisiejszy widok z balkonu:

Zaś z strony kuchni miałem ostatnio taki widok:

Anderes Viehzeug dagegen auf der Küchenseite:

Wegen des nahen WasserTURMs hatte ich zunächst auf einen Turmfalken getippt, dafür isser aber viel zu groß (wie man ja schon anhand des Größenvergleichs zu der Krähe sieht). Dank aufwändiger Recherche und Nachfrage beim Ornithologen meines Vertrauens konnte er als Mäusebussard (auf schlau: Buteo buteo) identifiziert werden. Das sind die, die normalerweise neben der Autobahn sitzen und warten, dass was überfahren wird.

Najpierw myślałem, że to sokół. Ten ptak jednak był o wiele większy i rzeczywiście jest to myszołów (a tak dokładnie: myszołów zwyczajny, Buteo buteo). Ze zwyczaj widać ich przy autostradach, gdzie siedzą i czekają na to, że ktoś przejedzie królika.

But wait, there’s more!

Dostańcie nie jeden, ale dwa myszołowy!
Już kilka dni później drugi siedział w tym samym miejscu. Ta wieżyczka chyba jest popularny wśród nich.

Dann pack‘ ich ihnen noch ’nen zweiten Mäusebussard drauf! Und diese Nebelkrähe gibt’s umsonst dazu!
Das Türmchen auf dem Schuldach scheint in Mäusebussardkreisen recht beliebt zu sein, ein paar Tage später saß schon der nächste drauf.

Das tollste an der Wohnung ist natürlich weiterhin der Fuchs – auch wenn der gelegentlich nachts echt nerven kann, so’n Fuchs ist nämlich ’n elender Kläffer.

Główną atrakcją jednak wciąż jest lis. (Ostrzegam jednak tych, którzy też by chcieli mieć lis przed oknem, że oni bywają dosyć głośnie – a to głównie w nocy.)

Niestety w zeszłym roku kolega dosyć rzadko się pojawił. W poprzednich latach bardzo często leżał na dachu tego baraku za domem a bardzo często nie był sam. No i w 2009-ym roku była nawet cała rodzina.

Im letzten Jahr hat der Fuchs sich leider ziemlich rar gemacht, früher (wo ja sowieso alles besser war) lag er eigentlich ständig auf dem Dach dieser Baracke hinterm Haus, meistens sogar mit seinen Geschwistern, Kindern, Lebensgefährten oder was weiß ich. Und 2009 sprang eine riesige Menge Füchse inklusive Welpen auf’m Hof rum.

Bonustrack:

Veröffentlicht unter Berlin!, Deutsch, polski | 1 Kommentar

Welşe Soße? Salat alles?

Nachdem wir uns bei dem netten Döner inner Torstraße 225 in winterlanger, mühevoller Arbeit einen Stammplatz und extra dicke Döner ergessen und ertrunken haben, wollte Folker S. – nein, das ist zu offensichtlich, sagen wir – ach, lassen wir das. Jedenfalls war er entschlossen, unsere privilegierte Position für seine berufliche Weiterentwicklung zu nutzen.
Der Dönermann mit der 7-Tage-Woche (wenn wir kommen weiß er das Montag ist) ließ sich tatsächlich breitschlagen, ihn an den Dönerspieß zu lassen.

Tatenfroh steht der Döner-Azubi am noch jungfräulichen Dönerspieß.

Aber so einfach ist das alles nicht.
Hier gibts die ganze Action. (Aber Achtung! Die Döner-Folter-Videos sind nichts für schwache Nerven!)

Erschöpft, aber glücklich mit dem ersten eigenen Döner (inklusive fingerdicke Fleischstücke (nicht im Bild)).

Guten Appetit!

Langsam erholt sich auch der übel zugerichtete Dönerspieß.

Auf dem Weg nach draußen noch der Beweis, das Fahrräder kein geeignetes Verkehrsmittel für den Winter sind:

Und damit auch gleichzeitig allen ein frohes neues Jahr!

Veröffentlicht unter Berlin!, Deutsch, Uncategorized | Hinterlasse einen Kommentar

České slovo tydne – číslo dva

Zeit für die zweite Ausgabe des tschechischen Wortes der Woche, heute mit einem Klassiker.

Czas na drugie już wydanie czeskiego słowa tygodnia. A dziś będzie to jakby klasyk.

Hudba

Musik – muzyka

Czeski jest jedynym językiem europejskim, które znam (oczywiście chętnie dowiedziałbym się o innych), który ma własne słowo na muzykę, które nie pochodzi od starogreckiego.
No i jakie to od razu pięknie słowo – słuchając to słowo od razu widzę przed sobą taką czeską orkiestrę dętą (jak np. ). Jeszcze mocniejsze jest ten efekt w bierniku: hudbu. Piękny, nie?

Tschechisch ist die einzige europäische Sprache, die ich kenne (auch wenn ich mich da natürlich gerne verbessern lasse und weitere kennen lerne), die sich ein eigenes Wort für Musik geschaffen hat, anstatt einfallslos aufs altgriechische zurückzugreifen wie alle seine Nachbarn.
Und dann was für ein Wort! Es klingt schon aufs erste Hören nach leicht überkanditelter tschechischer Blasmusik und vorm inneren Auge erscheint ein Blasorchester wie dieses. Noch stärker ist der Effekt, wenn das Wort im Akkusativ steht: hudbu.

Aha, żeby nikt się nie obraził: w języku słowackim oczywiście jest to samo słowo.

Und eine notwendige Korrektur, damit sich keiner beschwert: Tschechisch ist natürlich nicht die einzige Sprache, Slowakisch heißt es genauso.

Veröffentlicht unter Deutsch, polski, České slovo tydne | Hinterlasse einen Kommentar

České slovo tydne číslo jeden.

Po dłuższej przerwie w końcu znowu pójdę na kurs czeskiego. Że czeski jest zajebistym językiem chyba polakom nie muszę powiedzieć. Oprócz tego są jeszcze dwa powody żeby się zabierać do nauczanie się češtiny: by móc oglądać więcej czeskich filmów i by móc rozumieć piosenki Jarka Nohavicy.
(Tak btw: w podręczniku do czeskiego oraz na płycie też jest piosenka Nohavicy. A dziś na lekcji ją śpiewaliśmy – tzn. ja spróbowałem, ale na końcu z śmiechu za bardzo już nie mogłem, gdyż była to właśnie ta.)

Nach einer längeren Unterbrechung hab ich mich endlich wieder zu einem Tschechisch-Kurs angemeldet. Warum Tschechisch? Weil es einfach eine tolle Sprache ist und – ich gebe es gerne zu – eine alberne. Das merkt eigentlich jeder, aber wenn man polnisch kann, ist es noch offensichtlicher. Tschechisch verhält sich zu Polnisch ähnlich wie Niederländisch zu Deutsch: es ist irgendwie ähnlich, wenn man sich Mühe gibt erkennt man vieles – nur klingt es alles irgendwie komisch.
Außerdem ist eine Sprache, in der statt Heldenepen die Abenteuer des braven Soldaten Švejk niedergeschrieben wurden, doch automatisch sympathisch.
Und, falls es die noch brauchen sollte, gibt es noch zwei weitere Gründe, Tschechisch zu lernen: Um die tollen, gerne absurden, tschechischen Komödien und Tragikomödien und die Lieder von Jaromír Nohavica besser zu verstehen.
(Eins davon ist praktischerweise sogar im Lehrbuch und auf der dazugehörigen CD – und wurde heute im Unterricht gesungen. Allerdings konnte ich gegen Ende vor Lachen nicht mehr so richtig mitsingen, was auch nicht weiter verwundern sollte…)

Und aus den obengenannten Gründen gibt’s ab sofort eine neue Tradition: das české slovo tydne, das – tätä – tschechische Wort der Woche.

Tak więc zakładam nową tradycję: české slovo tydne, czyli czeskie słowo tygodnia. Zaczynamy:

mrtvolak

Leiche – trup

Veröffentlicht unter Deutsch, polski, České slovo tydne | Hinterlasse einen Kommentar

Etwas Musik…

…damit hier wieder mal was passiert.
Beides immernoch lustig und (leider) immernoch aktuell…

(Ich hätt gern Acht Cola und Acht Bier!)

Veröffentlicht unter Deutsch, Musyka, Politik | Hinterlasse einen Kommentar

Etwas Musik…

…damit hier wieder mal was passiert.
Beides immernoch lustig und (leider) immernoch aktuell…

(Ich hätt gern Acht Cola und Acht Bier!)

Veröffentlicht unter Deutsch, Musyka, Politik | Hinterlasse einen Kommentar

Sommerloch!

In Deutschland treten im Sommerloch traditionell Krokodile und anderes Getier auf, in Polen wurde im diesjährigen Sommerloch ein großes Kreuz errichtet. (By the way: polnisch heißt das Sommerloch sezon ogórkowy. Genau. (Saure)-Gurken-Zeit.)
Seit Wochen gibt es Streit um ein Holzkreuz, das der Pfadfinderverband nach dem Flugzeugabsturz von Smolensk vor dem Präsidentenpalast aufgestellt hat. Die Regierung (und auch die Pfadfinder und Teile der Kirche) wollen das Kreuz jetzt in eine Kirche umsetzen lassen. Bei dem virulenten Patrio-Katholizimus in Polen musste das ja Probleme geben. Wie dann auch nicht anders zu erwarten war, regt sich die katholisch-fundamentalistische Rechte furchtbar auf und ein paar alte Muttchen wachen seit Wochen neben dem Kreuz, damit es ja keiner heimlich wegräumt. Zur Unterhaltung erzählen sie sich dabei die neusten Verschwörungsgeschichten.
Eine Reporterin der Gazeta Wyborcza hat sich mal unter die „protestantischen“ Katholen gemischt.

Ein echter Kampf ums Kreuz
Dominika Olszewska
15.07.2010, letzte Aktualisierung 15.07.2010 16:09

„Dieses Symbol des Polentums und unseres Glaubens will der Jude Tusk noch vor der samstäglichen Parade der Sittenstrolche entfernen“, so die Verteidiger des hölzernen Kreuzes vor dem Präsidentenpalast. Die ganze Nacht wachen sie bei dem Kreuz.
Das hölzerne Kreuz hatten Pfadfinder nach der Flugzeugkatastrophe von Smolensk vor dem Präsidentenpalast aufgestellt. „Das war eine spontane Entscheidung“, so Magdalena Suchan vom polnischen Pfadfinderverband. „Jetzt ist es Zeit, es umzusetzen, da es zu große Emotionen hervorruft.“
Solche Aussagen mobilisierten die Verteidiger des Kreuzes, die sich regelmäßig vor dem Palast versammeln und nicht zulassen wollen, dass es entfernt wird. Jede Nacht wachen sie im Wechsel bei dem Kreuz.
Sie haben die Wahlen gefälscht
In der Nacht von Dienstag auf Mittwoch beginnen sich die Verteidiger des Kreuzes, ungefähr 50 Personen, gegen 22 Uhr zu versammeln. Roman, Bauarbeiter: „Sprechen wir es endlich aus: Tusk hat zusammen mit Putin dieses Verbrechen geplant. Sie waren es, die unseren Präsidenten ermordet haben.“
„Der Jude Tusk will das Kreuz noch vor dieser Sittenstrolch-Parade [Schwulen- und Lesben-Demo EuroPride, Anm. d. Ü.] am Sonnabend bei Nacht und Nebel entfernen. Das heilige Symbol wird diese Schwulen und Lesben beim Kopulieren auf ihren Gefährten stören. Wir lassen das nicht zu. Wir sind hier in Polen und nicht in Israel“ ereifert sich Bogusława Dziwisz, Kassiererin aus dem Stadtteil Ochota.
Krystyna, eine pensionierte Pharmazeutin aus Tarchomin, ergänzt: „Wir hatten unseren Präsidenten Lech, einen echten Polen und Katholiken, da sind sie gekommen und haben ihn ermordet. Und als sein tapferer Bruder Jarosław, auch ein Katholik und Pole, nach Mitternacht die Wahlen gewann [Gegen Mitternacht der Wahlnacht lag Jarosław Kaczyński nach den Zwischenergebnissen vor Bronisław Komorowski, Anm. d. Ü.], da haben sie sie gefälscht. Es gibt kein Polen mehr.“
Eine Stunde vergeht. Einige Frauen beten Rosenkränze. Unter einem Zettel mit der Aufschrift: „Das Kreuz ist der erste Buchstabe im Alphabet Gottes“ entzünden Leute Grablichter. Einen blauen Rosenkranz in der Hand haltend, erläutert Bożena: „Mit unseren Gebeten wollen wir zu Gott flehen, dass er endlich aufräume mit dieser jüdischen Regierung.“
Als er das hört, mischt sich ein Mitfünfziger in Hemd und Krawatte ein. „Um Gottes Willen, Leute, was erzählt ihr da! Tusk ist genauso ein Pole wie Kaczyński.“ Die unter dem Kreuz versammelten laufen ihm entgegen. Eine ältere Frau mit Hütchen beginnt zu schreien: „Ruhe, mit dem reden wir nicht! Das ist ein Agent vom WSI [der 2006 aufgelöste Militärgeheimdienst, unter dessen Dach Seilschaften aus Vorwendezeiten illegal Einfluss auf Politik und Gesellschaft genommen hatten, Anm. d. Ü.]. Er hat den Auftrag hier Unruhe zu stiften.“ „Verschwinden Sie hier! Wir sind hier Katholiken und Polen, für solche Umstürzler haben wir keinen Platz!“ sagt Marzena von der „Bewegung für den Wiederaufbau Polens“. Eine Weile noch versucht der Mann zu diskutieren, bis er entnervt weggeht.
Bolschewik und Ivan
Jetzt taucht ein blonder Mitdreißiger auf. Er stellt einen schwarzen Kassettenrecorder auf den Bürgersteig, auf dem ein Aufkleber mit dem Bildnis Lech Kaczyńskis und der Aufschrift „Mein Präsident“ prangt. „Hier vor dem Palast spricht man noch unsere Sprache, deswegen ist hier der beste Platz um den letzten polnischen Radiosender zu hören“ stellt er fest und dreht am Knopf. Aus den Lautsprechern tönt die Stimme eines Priesters: „Hier ist Radio Maryja.“ Die Gruppe schweigt.
Nach einigen Minuten belebt sich die Diskussion wieder. Diesmal geht es um die Herkunft des designierten Präsidenten Bronisław Komorowski. Die Meinungen sind geteilt. Die Älteren sind sicher, dass er Jude sein müsse. Die Jüngeren haben Zweifel. Ein junger Mann mit blonden Locken beharrt: „Das ist mit Sicherheit ein Ivan.“ Ein Mann mit Pferdeschwanz entscheidet den Konflikt. „Komorowskis Großvater war ein Bolschewik namens Szczynukowicz. In der Schlacht von Warschau hat er Polen ermordet. Anschließend ist er aus unserer Gefangenschaft geflohen und hat die ganze Adelsfamilie der Komorwskis niedergemacht. Anschließend hat er ihren Namen gestohlen. Jetzt gibt sich sein Enkel Bronisław als Pole aus.“ Alle nicken zustimmend. „Jetzt ist alles klar“ sagt eine Frau mit weißem Hütchen.
Ein älterer Herr zieht einen Zettel aus seiner Aktentasche und beginnt, Unterschriften unter einem Aufruf zur Erhaltung des Kreuzes zu sammeln. Darin steht zu lesen: „Keiner, nicht einmal der totalitärsten Regierung gelang es, in den Polen das Streben nach Freiheit und Unabhängigkeit auszulöschen. Auch diese Regierung schüchtert uns nicht ein und betäubt in uns nicht das Streben, das Geheimnis der Falle von Smolensk aufzuklären.“
Sie färben sich die Haare um mitzulauschen
„Das Kreuz muss für ein Jahr bleiben. In dieser Zeit entscheiden wir, mit was für einem Denkmal wir hier die Polen ehren, die bei Smolensk als Märtyrer gestorben sind“ erklärt Edward Mizikowski von der „Bewegung 10. April 2010“. Die Leute greifen zu den Kugelschreibern In wenigen Minuten füllt sich das Blatt.
Gegen Mitternacht lichtet sich die Gruppe. Die Frauen beenden ihre Rosenkränze und gehen. Ein paar Engländer nähern sich dem Grüppchen der Kreuzbefürworter. Joanna, ein korpulente Dame um die Vierzig beäugt sie argwöhnisch. Sie nimmt mich zur Seite und flüstert mir ins Ohr: „Wir müssen sehr vorsichtig sein, meine Liebe.“ „Warum?“ frage ich. „Ach, du kennst dich nicht aus im Leben“ fährt sie fort. „Die Juden von der ‚Gazeta Wyborcza‘ kommen hierher um uns zu belauschen. Sie färben sich die Haare blond, um nicht erkannt zu werden. Sie unterhalten sich in Fremdsprachen. Aber ich erkenne sie immer sicher an ihren großen, krummen Nasen und dem Hass in ihren Augen. Bei dir sieht man gleich, dass du eine echte Slawin bist.“

Quelle und weitere Informationen: http://wyborcza.pl/1,75478,8139133,To_juz_jest_wojna_pod_krzyzem.html#ixzz0tm9k8Xe1

Auch wenn das natürlich die extremen Auswüchse sind (und die Gazeta Wyborcza auch auf der Seite der Kreuzgegner steht und leider wohl auch nicht immer ganz sauber recherchiert) treibt der Streit schon erstaunliche Blüten. In Krakau, wo Ex-Präsident Lech Kaczyński neben Königen und Nationalhelden auf dem Wawel begraben wurde, gab es große Aufregung wegen eines Werbeplakats in Sichtweite des Wawels. „Zimny Lech“ wurde da beworben, gemeint war natürlich das Bier Lech, das man kalt trinken solle, mit dem Präsidenten Lech, der kalt in seiner Gruft liegt, hatte das nichts zu tun – die Plakatwerbung war auch schon vor dem Absturz gebucht. (Vielleicht waren die Krakauer aber auch einfach nur sauer das ihnen mitten ins Stadtzentrum riesige Lech-Werbung gehängt wurde nachdem Wisła Kraków die polnische Fußballmeisterschaft von Lech Poznań vor der Nase weggeschnappt wurde.)
Nochmal zurück nach Warschau: mittlerweile gibt es neue Entwicklungen zu vermelden. Polnische Pastafarianer haben eine Aktion gestartet, um im Gedenken an die Opfer der Flugzeugkatastrophe immer einen Teller Spaghetti vor dem Präsidentenpalast aufzustellen. Die Wächter des Kreuzes bewiesen bei der Gelegenheit ihre mangelnde Toleranz gegenüber anderen Religionen: ältere Damen griffen die Pastafarianer (möge Sein nudeliger Anhang sie berühren) mit Reizgas an.
Auch Elvis zeigte (mal wieder), dass er lebt und wollte eine Rose am Kreuz niederlegen. Er wurde jedoch genauso wenig durchgelassen wie die Anhänger des Fliegenden Spaghettimonsters.

[Nachtrag]: Das Kreuz ist inzwischen weg, ganz plötzlich und still und leise verschwand es. Und der Kampf ums Kreuz wurde schon zu einem Online-Spiel verarbeitet.

Veröffentlicht unter Deutsch, Polen, Politik | Hinterlasse einen Kommentar

Hitzefrei

Okay, wegen der großen Hitze gibt’s vorerst keinen „ordentlichen“ Post, weil ich mich lieber auf den Balkon in die Hängematte lege, ’ne Dub-Kassette einwerfe und Kapuścińskis „Reisen mit Herodot“ lese (und zu jeder Tages- und Nachtzeit Weiße und Alster trinke).

„Hitzefrei!”, magicznie słowo z lat szkolnych, które oznaczało lekcje skrócone albo odwołane – już przy temperaturach, o których obecnie możemy tylko marzyć. (Ciekawy jednak jestem, czy jest odpowiednie słowo w języku polskim, bardzo byłbym wdzięczne za wskazówki w tej sprawy.)
W każdym razie w ramach Hitzefrei-u ten oto post na blogu jest skrócone, gdyż wolę położyć się w hamaku na balkonie, łączyć sobie kasetę z dobrym, starym, jamajskim dub-em i czytać „Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego (no i niezależne od godziny pić Weiße i Alster).

Veröffentlicht unter Deutsch, Musyka, polski, Uncategorized | Hinterlasse einen Kommentar