Koniec urlopu.

Pociąg jedzie po 15-ej. Będzie tak jak zawsze, chociaż to „zawsze” teraz tak naprawdę już leży w przeszłości: kupić bilet do Słubic a potem w pociągu przejściowy do Frankfurtu (Gdy wyszukuję połączenie do Frankfurtu w necie, strony zawsze chcą mnie wysłać do Frankfurtu nad Menem. Lecz tamten wydaje się zależeć do innego świata, być czymś zupełnie obcym, z którym nie mam nic do czynienia. W tej mojej rzeczywistości istnieje tylko ten jeden Frankfurt, którego się mija w drodze z Berlina do Polski albo odwrotny.). No więc bilet kupiony a do odjazdu jeszcze kilka godzin. Z bagażem za dużo nie można zrobić, więc będę się kręcić wokół dworca, kupić najnowszą Politykę, bo zawsze tak robię, gdy jestem w Polsce (żeby później zniknęła gdzieś na jakimś stole w moim mieszkaniu i stała się starą Polityką), może będę pójść po zapiekankę i zaglądać do jednego z barów i knajp z tamtego czasu. No i będę zwyczajnie czekać. A może nie do końca zwyczajnie. Bo będzie to czekanie na powrót z urlopu a tym samym ostatni akt samego urlopu, ostatnie oddychanie przed powrotem do codzienności (Nie będę tu pisać o „szarej” codzienności, bo ona wcale nie musi być szara, aby być męcząca. Wystarczy, że właśnie jest na co dzień.).

Advertisements
Dieser Beitrag wurde unter polski veröffentlicht. Setze ein Lesezeichen auf den Permalink.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden / Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden / Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden / Ändern )

Google+ Foto

Du kommentierst mit Deinem Google+-Konto. Abmelden / Ändern )

Verbinde mit %s